Cześć! Kon’nichiwa! こんにちわ!

Po powrocie z 2-tygodniowej wycieczki do Japonii w listopadzie 2017 roku, okazało się, że konieczne jest nie tylko utrwalenie ale też podzielenie się wrażeniami i spostrzeżeniami oraz fotografiami, których są tysiące. Postanowiłam więc otworzyć blog o wycieczkach.
W tym miejscu dziękuję przyjaciołom i znajomym z Instagramu, którzy zainspirowali mnie do tego czynu pytając o zdjęcia z Japonii. Od trzech lat na Instagramie dzielę się fotkami w przeważającej większości z Tatr. Pojawia się pytanie, czy nie mogłabym na instagramie pokazać Japonii? Odpowiedź moja brzmi: nie! Nie, ponieważ tam jestem uzależniona od naprawdę tylko-tatrzańskich fotek, a instagramowy profil @asia_szarotka niemal całkowicie oparty jest o Tatry, toteż nijak nie jestem w stanie wklejać na nim japońskich kadrów, a na wstawianie opisów też nie jest to dobre miejsce. Tak więc mam b l o g. Jeśli już uporam się z Japonią to może znajdzie się tu miejsce na inne wycieczki sprzed lat i miesięcy, albo te które dopiero będą (na pewno będą).

Dlaczego Japonia?
Po pierwsze: od dawna fascynowały nas: japońska technika, samochody, nowoczesność, jedzenie (sushi), design, minimalizm, japońska przyroda (klony, bonsai), origami – uwielbiam składać żurawie, serduszka, łabędzie i inne 🙂
Po drugie: drzemiąca w każdym z nas ciekawość świata, innej kultury, egzotyki i przygód.
Po trzecie: odległość. Lata lecą, lepiej zobaczyć dalekie kraje teraz „za młodu” (hi, hi) niż odkładać na później tj. na stare lata.
Organizatorem całej wyprawy praktycznie i w ponad 100 procentach był Jurek, który miał okazję być w Japonii w 2003 roku, stąd mniej więcej wiedział czego się spodziewać i na co zwrócić uwagę. Na opracowanie planu i szczegółów wycieczki poświęcił jakieś pół roku z okładem: czytał blogi, fora, oglądał filmiki na YouTube, zakupił niezbędne rzeczy, aby można było się odnaleźć w tamtejszym naprawdę innym świecie.
Tak więc zamierzam poukładać naszą relację z podróży w formie wpisów o różnej treści, chyba nie do końca chronologicznie. Będzie coś o przyrodzie, o zabytkach, o jedzeniu, komunikacji, o technice i różnych tamtejszych wynalazkach. Tymczasem od czego by tu zacząć?
Pakowanie na dwa tygodnie … Czynności tej nie znoszę, aczkolwiek przerabiałam w życiu tysiące razy (kiedyś jeżdżąc na studia do Krakowa, na 3 tygodniowej wycieczce autostopem do Francji, oraz każdorazowo w góry – jakieś kilkadziesiąt razy w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat).  Jurek zrobił parę tygodni wcześniej próbne pakowanie (siebie samego) i zachęcał mnie do tego lecz … ja niestety nie byłam w stanie tego uczynić. Na trzy dni przed wylotem spakowałam sobie dwie kosmetyczki – w tym jedną do samolotu i wczuwałam się w życie „na walizkach” tj. kosmetyczkach. Na dwa dni wcześniej spisałam listę wszystkich niezbędnych rzeczy. Ostatecznie mój duży plecak ważył tylko 7 kilo, a ten podręczny pewnie ze 3 kilo, bo też spakowałam tam dodatkowe ciepłe ubrania. Jurka plecaki były znacznie cięższe, chyba przez sprzęt elektro-fotograficzny.
Na wyjeździe użyłam wszystkich zabranych rzeczy poza …. klapkami pod prysznic! W pokojach hotelowych były wanny, a do tego na wyposażeniu zawsze miały dwie pary pantofli: pantofle frotte do łazienki i pantofle „skórzane” do pokoju, co było trochę śmieszne, bo pokój i łazienka były bardzo małe, a poza tym nie było też czasu by po nich wiele chodzić 😉  Parasoli nie zabieraliśmy, kupuje się je na miejscu lub nawet pożycza, by oddać w innym miejscu 🙂
Ważne by do Japonii zabrać ze sobą: przejściówki do prądu – mają tam inne gniazdka, ładowarki do telefonów i baterii w aparacie, karty pamięci, powerbanki, dodatkowe dyski na zgrywanie zdjęć. Sprawy sprzętu elektryczno-elektronicznego to specjalność Jurka – a jakże ! tak więc ja nie kiwnęłam przy tym  palcem nawet 🙂 Szczegóły zasilania, zgrywania, komunikacji i telekomunikacji (Wi FI), a także planowania, pilnowania planu, w tym waluty, zakupów i bookingu zostały perfekcyjnie ogarnięte przez Jurka przed i w trakcie wycieczki. Mnie pozostawała przyjemna funkcja uczestnika, fotografa, stróża bagażu, towarzyszki doli i niedoli (czasem było ciężko). W drugiej części podróży coś tam skumałam na temat tokijskiego metra, czuwałam gdzie i co (choć bez pomyłek się nie obeszło). Raz uratowałam sytuację kryzysową przy bankomacie, który nie chciał z kart Jurka nic wypłacić, a zadziałała dopiero moja karta walutowa (ALIOR). W pędzącym shinkansenie z Kioto do Tokio zorientowałam się w porę, że brakuje nam zabookowania pierwszego noclegu w Tokio,  zdążyliśmy go zaklepać na godzinę przed przybyciem do hotelu.
Będąc w Japonii zatrzymaliśmy się najpierw w Kioto  5 dni, potem 8 dni w Tokio. Z Kioto robiliśmy całodniowe wycieczki do niedaleko położonych miejsc: do Nary, Osaki, Nikko wykorzystując również shinkanseny – szybkie japońskie pociągi (uwielbiam!). W Tokio również przemieszczaliśmy się tu i tam, głównie metrem. W czasie całego pobytu dziennie przedreptywaliśmy po 20 kilometrów i często moim marzeniem było po prostu usiąść, popatrzeć i podumać, poukładać sobie każdy intensywny dzień w pamięci. Nic z tego – układanie dopiero zaczynam tu w Polsce, przeglądając zdjęcia.
Zapraszam więc do wpisów, które będę sukcesywnie udostępniać, a tymczasem garść fotek z tamtejszym klimatem 🙂

IMG_20171117_201906-01IMG_20171116_152235-01IMG_20171116_133607-01IMG_20171107_112711-01IMG_20171116_100129-01IMG_20171114_204804-01IMG_20171114_103952-01IMG_20171110_110646-01IMG_20171110_093220-01IMG_20171109_120524-01IMG_20171109_155400-01IMG_20171107_152740-01IMG_20171107_132608-01IMG_20171110_113840-01

 IMG_20171109_094933-01IMG_20171111_161631-01IMG_20171109_113732-01

 

Reklamy

4 odpowiedzi na “Cześć! Kon’nichiwa! こんにちわ!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s