Kierunek: wschód

Szczerze mówiąc bałam się tak długiego lotu. Prawie dziewięć godzin ponad chmurami. Parę dni wcześniej przyjaciółka ekscytowała się naszym wylotem roztaczając swoją duchową wizję lotu duszy nad przestworzami – wiesz: można wtedy poczuć inny wymiar, przejść w inny stan świadomości! W wyobraźni przemknęły mi kolejno przed oczami: ufoludki, wizja porwania samolotu i  jego zaginięcie w jakimś azjatyckim trójkącie bermudzkim – czar prysł. Na szczęście raczej nie zadręczam się na zapas. Będzie co ma być ! bilety kupione, noclegi zarezerwowane 🙂  Dzień wylotu – 5 listopada rozpoczął się przepięknie – płomiennym niebem o poranku. Właśnie w stronę tych płomieni polecimy do Kraju Wschodzącego Słońca! To chyba dobry znak 😉

IMG_20171105_062924_1_1

Trochę czasu zeszło nam na lotniskach w Krakowie i Warszawie, nie ma na to rady. Bilety lotnicze zakupiliśmy na początku lipca, wybraliśmy wszystkie miejsca przy oknach, zarówno moje jak i Jurka, co oznaczało, że nie siedzieliśmy koło siebie. Przerabialiśmy to już kiedyś, po prostu każdy z nas lubi być przy oknie, a skoro był wybór to czemu nie? Około godziny 14:40  nasz Boeing 787 – Dreamliner PLL LOT w końcu wystartował, bez emocji specjalnie, lot był bardzo spokojny, turbulencji nie było chyba żadnych, start i lądowanie idealne.  

IMG_20171105_104246-01
start nad Krakowem…
IMG_20171105_104747-01
nad Warszawą…
IMG_20171105_142303
gotowi do lotu na koniec świata

IMG_20171118_221436-01

Tak długo jeszcze nigdy nie leciałam, więc byłam nieco podekscytowana. Nie wiem kiedy minęły te wszystkie godziny, ledwo zdążyłam dwa filmy obejrzeć. Były też inne atrakcje: niedługo po starcie w całym samolocie zaczęły roznosić się zapachy jedzenia 🙂 Wkrótce na pokład wjeżdżały kolejno: napoje (w tym wino), ciasteczka, ciepły posiłek, ciepły napój, napoje na życzenie (w tym wino 😉 Ponieważ większość lotu odbywała się nocą, po jakimś czasie przyciemniono światła – super sprawa, zrobiło się przytulnie. Obok mnie siedziała przemiła i zabawna para Japończyków. Oni zerkali na mnie, ja na nich. Oni jedli wszystko pałeczkami, ja też – prawie wszystko. Oglądali filmy przyrodnicze – w tym o kozicach i pumach wysokogórskich, więc ja też z przyjemnością włączyłam sobie to samo 🙂 Wydaje mi się, że Japończycy bardzo lubią i cenią przyrodę. Uśmiechaliśmy się cały czas uprzejmie do siebie. Nie zagadywałam, bo jakoś się krępowałam, oni raczej też, zresztą nie jest w ich zwyczaju zagadywać zwłaszcza obcokrajowców … Japończyk okazał się bardzo uprzejmy dla mnie: dwa razy pomógł rozłożyć mój fotel, który się zacinał, a także pokazał jak schować kabel od pilota z TV – uśmialiśmy się bardzo, gdy przez moją głupotę pilot wyskoczył mi z ręki, przeleciał koło nosa jak rakieta, po czym sam umieścił się tam gdzie trzeba 🙂 🙂

IMG_20171118_164550-01
na ekranie film o kozicach, poniżej pilot -rakieta na sprężynie 😉

Mieliśmy podziwiać i fotografować z okien widoki, jednak żadnych widoków nie było, bo zaraz po starcie z Warszawy o 14:40 zaczęło się robić ciemno, zapadł zmrok i noc. W czasie lotu mieliśmy zgubić 8 godzin różnicy czasu między Polską, a Japonią… Nad tak zwanym ranem (w Polsce dochodziła godzina 22! ) Jurek usilnie mnie budził, szarpiąc mój koc i pokazując w oknie jakąś świetlistą kuleczkę nad horyzontem. Przez te przyciemnione szyby myślałam, że to księżyc, a było to już wschodzące słońce…. Chciało mi się bardzo, ale to bardzo spać i spać bez końca, fotek wschodu praktycznie więc brak, ech! Jurek stwierdził potem, że wschód trwał bardzo krótko. Na koniec lotu siedziałam z nosem przyklejonym do szyby, wypatrując nad Japonią wierzchołka góry Fuji i podziwiając tamtejsze okolice z lotu ptaka (LOT-u).

IMG_20171106_002015-01-01IMG_20171106_002354

IMG_9575IMG_9609IMG_9572_1

IMG_9612
tuż przed lądowaniem na Narita Airport

Lot na daleki wschód oznacza, że gdy wylatujesz po południu, to poranek nastaje jeszcze przed północą. Noc europejska znika bez śladu, trzeba zacząć dzień od początku – taki dzień świstaka. Brak tej konkretnej przerwy na sen to ból. Mimo to sprawnie podążaliśmy, jak inni, pustymi alejkami od rękawa samolotu do miejsca „meldunku”, gdzie Japończycy nas zlustrowali, zeskanowali tęczówki oczu, zebrali odciski palców i wbili wizy do paszportu.  Inna rzecz, że przemierzając długie alejki co chwilę napotykaliśmy pracowników lotniska wskazujących drogę. Byli umundurowani i nosili białe rękawiczki, uśmiechali się uprzejmie i witali skinieniem głowy oraz japońskim dzień dobry. O ile pamiętam u nas nie ma tylu i tak bardzo uprzejmych „strażników”. Ja funkcjonowałam jak w malignie, a tymczasem Jurek zgodnie ze swoim planem, dwoił się i troił – załatwiał po kolei: 1) wypłatę większej gotówki z bankomatu (z kraju zabraliśmy tylko 10 tys. jenów czyli ), 2) kartę telefoniczną do internetu, 3) bilety na kolej JRP. Japan Rail Pass to bilet na koleje japońskie dla zagranicznych turystów, obejmuje też Shinkanseny, ale również na miejską i podmiejską kolejkę. Kupuje się go tylko za granicą i przed przyjazdem do Japonii. Aktywuje się go po przylocie do Japonii – jeszcze na międzynarodowym lotnisku. Dostajemy wtedy tekturowy trzy – kartkowy druczek z datą ważności, imieniem i nazwiskiem, numerem paszportu.

PB202209

PB202217-01

IMG_9614
jedziemy do Tokio

Poszło to wszystko dość sprawnie i opuściliśmy lotnisko wsiadając do Narita Express jadącego do Tokio. Był praktycznie pusty. Wg ścisłego planu Jurka mieliśmy dotrzeć do Tokio, tam na jednej ze stacji metra pozostawić w przechowalni bagaże i rozdzielić się. Jurek miał mnie „odstawić” do Ogrodu Cesarskiego, a on zamierzał w tym czasie sam skoczyć do sklepu fotograficznego, gdzieś w tokijskiej dżungli. No ale jak to w życiu bywa plan został pokrzyżowany… Sprawcą, a przynajmniej winowajcą był Donald Trump! Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności był wtedy w Tokio, a Japończycy dbając o bezpieczeństwo, nie tylko zamknęli Ogród Cesarski ale też na żadnym dworcu w Tokio nie można było tego dnia zostawić bagażu w przechowalni.  Mieliśmy po dwa plecaki- wielkie i mniejsze, co z nimi zrobić? Długo się z nimi nie da chodzić po mieście… takim mieście! Posiedzieliśmy chwilę w zwykłym (czytaj: nie zamkniętym) parku. Jurek zastanawiał się, co dalej??  

IMG_9619

Zadeklarowałam, że pozostanę tam sama z  plecakami i poczekam na niego aż pojedzie, kupi co trzeba i wróci – czyli ok. dwóch godzin. I tak się stało. Był piękny słoneczny dzień, park w barwach wczesno – jesiennych, zadbany, raczej pusty. Liczyłam na chwilowy odpoczynek, drapacze chmur i zgiełk wielomilionowego Tokio były jakby oddalone, wokół mnie drzewa, alejki, trawniki. Trochę posiedziałam na ławce, ale wkrótce zrobiło mi się niewygodnie więc przemieściłam się na ciepły trawnik pod jedno z drzew. Zdjęłam buty, oparłam się o pień. W głowie szumiało mi od niewyspania, słońce ogrzewało. Przeszkadzał mi jedynie hałas latających nad miastem helikopterów zwiadowczych – znowu sprawka Mr. Trumpa!  Widziałam tam kręcących się policjantów, liczyłam na to, że nie będą wypytywać co robię w tym parku. Usiłowałam nie zasnąć, zaczęłam przyglądać się wszystkim przechodzącym- młode Japonki robiły sobie nawzajem sesje foto lub selfie, co chwilę ktoś robił zdjęcia pięknym kolorowym drzewom. Parę razy jednak zapadłam w krótką drzemkę. W Polsce była już chyba 4 czy 5 w nocy, a tu ok. 13 !

IMG_9664
nasz dobytek
IMG_9665
koczowałam pod takim pięknym drzewem
IMG_9626
O! medytujący Japończyk, a inny leży i odpoczywa pod drzewem

IMG_9674

Siedziałam długo, nie mogłam się doczekać Jurka, kontakt mieliśmy urwany – internetu nie było, zachciało mi się do toalety… zrobiłam się głodna… Z plecakami daleko bym nie zaszła. Dwa były ogromne i ciężkie, trzeci mniejszy ale nieporęczny. W końcu Jurek wrócił. Czy załatwił ? to już inna historia…  Zarzuciliśmy ciężary na plecy i podreptaliśmy przez ulice, wcale nie jakieś zatłoczone i zakorkowane, na kolej JR, po drodze rezerwując miejsca w shinkansenie Nozomi do Kyoto.

IMG_20171106_123637

IMG_20171106_123711-01

IMG_9691
Jurek pędzi, a przecież trzeba cyknąć fotkę okolicy
IMG_9687
ruch uliczny nie jest duży, jesteśmy zdziwieni
IMG_9682
pusto!
IMG_9689
Kierowca autobusu pucuje jego czyste szyby. Taką sytuację widzieliśmy niejeden raz 🙂

IMG_9683

Do pokonania była odległość ponad 460 km. Czekała nas ponad dwugodzinna jazda szybkim shinkansenem Nozomi, przy zachodzącym słońcu i po zmroku. Średnia prędkość pociągu to około 200 km na godzinę.

Screenshot_2017-12-10-19-54-20-01
Żródło: Google Maps
IMG_20171106_193715
Plan wagonu shinkansena, siedzimy w 16 -tym czyli ostatnim
IMG_20171106_200914
Jesteśmy prawie u celu. Kyoto Tower – po wyjściu z dworca kolejowego na ulice Kyoto
IMG_20171107_201847_BURST004
Pół godziny drałowaliśmy na nogach do hotelu, ledwo widząc na oczy 🙂
IMG_20171106_221643
Przytulny pokoik czekał – marzymy o śnie

 

Do hotelu w Kyoto dotarliśmy późnym wieczorem. W Polsce był dopiero środek dnia ale my szybko zapadliśmy w głęboki sen. Czekały nas intensywne dni w Kyoto.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s